czwartek, 28 listopada 2013

Z życia rodziny wielodzietnej

Pod koniec pierwszej ciąży słyszałam wielokrotnie (nawet z ust osób, które dzieci nie posiadają),  "głęboką" refleksję: "taaaak, dziecko zmieni całe wasze życie".
Pod koniec trzeciej, słyszałam już tylko: "no, to teraz będziecie mieli przechlapane". 
Ależ, jest dokładnie odwrotnie! Przechlapane, moim skromnym zdaniem, (pomijając fakt, że nieelegancko mówić o dziecku jako przyczynie "przechlapania")  mają świeżo upieczeni rodzice. To oni muszą się nauczyć pielęgnacji noworodka, zmierzyć się ze zmęczeniem piętnastej z rzędu nieprzespanej nocy, poznać tajniki karmienia, wypracować sposoby na kolkę... 
A my przy trzecim dziecku nie jesteśmy skazani na eksperymentowanie, my już przecież wiemy co i jak. Zatem nie, nie mamy przechlapane, u nas się tylko zmieniło. 
Poza zmianą liczby dzieci, co jeszcze?
Nie mam już teraz czasu na moje ulubione sprawy. Czapkę na szydełku robię dwa tygodnie zamiast, jak zazwyczaj, dwa dni. Piąty raz czytam tę samą stronę "Wojny i pokoju", bo zawsze zasypiam nad książką. Każdemu, kto niezapowiedzianie zjawia się w moim domu, opowiadam bajkę, że właśnie miałam się brać za sprzątanie. Moje, dawniej długie, rozmowy telefoniczne z mama kończą się po kilku minutach: "lecę, bo mała płacze". Gotuję tyle, żeby starczyło na dwa dni, albo średnio co drugi dzień robię makaron, żeby było szybko.
Moja pierworodna, która dotychczas namiętnie biła swoją młodszą siostrę, przeistoczyła się w czułą opiekunkę dzidziusia. Łagodna zaś dotychczas córka środkowa, próbuje ukarać niemowlę szturchaniem, za odebranie jej statusu "dzidziusia". 
Na szczęście mój mąż pozostał taki sam. Z  niezmiennym od lat chichotem nosi nasze dzieci, cytując moją mamę,"jak worek ziemniaków", atakuje seriami szybkich całusów, aby przeciwdziałać atakom płaczu.
Te zaś słowa piszę, jak zwykle z dzieckiem na ręku,  aby ulżyć sobie, a Wam drogie mamy na pociechę, bo z trójka dzieci, wcale nie znaczy przechlapane.